Fundacja
Centrum ks. Jędrzeja Kitowicza
97-220 Rzeczyca,
ul. ks. Jędrzeja Kitowicza 17
tel.: (+48) 44 710 51 25
e-mail: fundacja@kitowicz.pl
KRS: 0000623207

Konto bankowe:
PBS Tomaszów Maz.
Filia w Rzeczycy
03 8985 0004 0020 0212 2526 0001

Dla przelewów z zagranicy:
Powiatowy Bank Spółdzielczy
w Tomaszowie Mazowieckim.
Filia w Rzeczycy.
BIC/SWIFT GBWCPLPP 03 8985 0004 0020 0212 2526 0001

DRUK PRZELEWU
"Zagospodarowanie terenu wokół Kościoła
p.w. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Rzeczycy"
dofinansowano ze środków WFOŚiGW w Łodzi

Wyszukaj

Licznik odwiedzin

1.png4.png0.png9.png1.png1.png
Dzisiaj260
Wczoraj249
Ostatni tydzień2012
Ostatni miesiąc6289
Wszystkie140911

2
Online

niedziela, 23, lipiec 2017 18:40
Vinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo SliderVinaora Nivo Slider

Skarb z lamusa

Portret najsłynniejszego historycznego mieszkańca Rzeczycy, kronikarza, księdza Jędrzeja Kitowicza, znajdujący się w tamtejszym kościele, to malowidło całkiem współczesne i nawet nie kopia XVIII-wiecznego oryginału, który zaginął w tajemniczych okolicznościach. Znalazł się za to całkiem niespodzianie, również uważany za przepadły, ornat, w którym ksiądz pisarz stawał przy ołtarzu!

Skarb z lamusa

Choć historia ta dotyczy całkiem poważnych, nawet szacownych liturgicznych sprzętów, zaczyna się niczym powieść kryminalna, bestseller Dana Browna, z pogranicza historii, sztuki czy sensacji wreszcie. „Zaczyna się” jest tu chyba jak najbardziej na miejscu, bo naprawdę może to być początek dłuższej opowieści.

Obecny proboszcz rzeczyckiej parafii, której patronuje św. Katarzyna, ksiądz prałat Henryk Linarcik ma zacięcie krajoznawczo-historyczne. Lubi wiedzieć możliwie dużo o miejscach, w które rzucą go kapłańskie losy. Szczególnie związały go one z ziemią łódzką. W latach 80., jako młody wówczas jeszcze ksiądz, był wikarym w Ujeździe. Poprzednie jego probostwo to Plecka Dąbrowa koło Kutna, gdzie odrestaurował XVII-wieczny, modrzewiowy kościółek. Od młodości pasjonowały go wędrówki. Zarówno te po terenie jak i po archiwach. Z tamtych czasów szczególnie zapamiętał ujęte w rejestrze zabytków z lat 50. stosunkowo cenne, oryginalne, XVIII-wieczne portrety księdza Jędrzeja Kitowicza i Jana Pawła Woronicza, późniejszego biskupa, przypisane w dokumentach parafii w Rzeczycy. Informacje te powtórzyły inwentaryzacje zabytków ruchomych parafii, przeprowadzane przez pracowników Wydziału Kultury i Sztuki Urzędu Wojewódzkiego w Łodzi w roku 1974.

- I proszę sobie wyobrazić - opowiada ksiądz prałat wyraźnie poruszony - niespełna dwadzieścia lat później cennych parafialnych zabytków brak! Tak przynajmniej jest w papierach, które zacząłem studiować, gdy przyszło mi zostać 25 z kolei po Jędrzeju Kitowiczu rzeczyckim proboszczem.

Spis ruchomego, zabytkowego inwentarza parafialnego z 1993 roku nie stwierdza już w parafii rzeczyckiej ani portretu Kitowicza, ani Woronicza, nie ma obrazu przedstawiającego św. Bartłomieja, Michała Archanioła, kilku portretów dostojników kościelnych! W papierach może ich sobie nawet nie być, ale nie ma ich także w naturze! Nie było też rzeczy szczególnie cennej, ornatu datowanego po badaniach przeprowadzonych przez mgr Wandę Puget na XVII wiek. Wtedy to była cenna rzecz. Szanowana i chroniona, bo w parafiach ornatów nie było na pęczki. Przekazywano te szaty z proboszcza na proboszcza niejako w spadku. Jest niemal pewne, że mógł tego ornatu używać ksiądz Kitowicz. Proboszczem został w 1779 roku, choć rzeczywiści objął parafię w 1781. Zmarł w Rzeczycy 3 kwietnia 1804 roku. Więc taki ornat to rzecz bezcenna jako zabytek, ale zwłaszcza jako pamiątka dla tutejszej społeczności parafialnej!

- Oczywiście, że szukałem. Jakże by nie?! Nic o losach zaginionych przedmiotów nie znalazłem w papierach parafii. Proboszczowie z tamtego okresu nie żyją. U Zygmunta Błaszczyka, wojewódzkiego konserwatora zabytków w Piotrkowie Trybunalskim znalazłem tzw. białe karty inwentaryzacyjne obrazów i przedmiotów, ale z adnotacją „Brak”. Bez żadnego wyjaśnienia. I nikt nic nie wie!

Ksiądz Linarcik, nic dziwnego, że podekscytowany, uspokaja się łykiem pysznej kawy, którą popijamy w trakcie rozmowy na zaśnieżonej, jak cała Rzeczyca i okolica plebanii.

- To mój jedyny nałóg - pokazuje na parującą filiżankę. - Ale Kitowicz też pił kawę - usprawiedliwia się prałat z humorem.

- Wie pan, czasy były różne. Nie zawsze pytano właścicieli, czy zechcą użyczyć eksponatu do muzeum. Powstawały muzea diecezjalne. Słyszałem, że ponoć nasz obraz św. Rodziny z ołtarza w kościele też ktoś chciał schronić gdzieś indziej. Że to niby w kościele złe warunki, brak zabezpieczeń. Dawał kilka innych „świętych” obrazów w zamian. Na szczęście Rodzina została na miejscu. Ale kto wie, jak to było z innymi obrazami?

Z okazji niedawnej 200. rocznicy śmierci pamiętnikarz, konfederat barski, ksiądz, proboszcz w Rzeczycy, Jędrzej Kitowicz, autor „Opisu obyczajów za panowania Augusta III”, „Pamiętników czyli Historii polskiej”, barwnej i drobiazgowej kroniki życia szlachty w XVIII wieku znalazł się w kręgu zainteresowania amatorów i zawodowych badaczy historii literatury. Wiele osób w poszukiwaniu śladów Kitowicza trafiało i do Rzeczycy. Wiele dzieliło się informacjami o odkrytych śladach. Jedna dotyczyła portretu księdza z epoki. Jest takowy w... Muzeum Literatury w Warszawie!

- To z dużym prawdopodobieństwem „nasz” Kitowicz - mówi ksiądz Linarcik. - Indagowany na ten temat dyrektor muzeum powiedział jedynie, że jego placówka nabyła obraz w 1974 roku (więc roku inwentaryzacji, która potwierdziła jeszcze istnienie obrazu w Rzeczycy), w Dessie przy Marszałkowskiej. Kto go tam wstawił, na ile wycenił? Tego już się nie udało ustalić. Ale przynajmniej wiadomo, że jest, można zrobić kopię wierną oryginałowi. Czy jednak ten portret z Muzeum Literatury to ślad innych obrazów, po których w Rzeczycy go nie ma? Może znów pomoże jakiś przypadek? Bo ten pomógł niebywale. I to nie tylko w sprawie portretu Kitowicza - opowiada prałat, zbliżając się najwyraźniej do „gwoździa programu” i głównego celu mojej wizyty.

- Tknięty jakimś przeczuciem po tej historii z obrazem zacząłem przeglądać już nie tylko dokumenty parafialne, lecz także zakamarki. I w kościele i w plebanii. No i trafiłem do „lamusa”, gdzie ktoś, kiedyś, poskładał stare, nieużywane ubrania. A wśród nich... zaginiony ORNAT KSIĘDZA KITOWICZA!!!

Jak przypuszcza proboszcz, podczas jakiegoś generalnego sprzątania czy innych porządków, ktoś, nieświadom wartości przedmiotu i tego co robi, powiesił ornat z innymi starymi „łachami”, uznając, że tam jego miejsce. A należy mu się całkiem inne, honorowe. Na płóciennej wklejce widać wyraźnie starą sygnaturę inwentaryzacyjną: „Rzeczyca” i „Nr 7”. Widać po nim 300 lat. Amarant już nie tak amarantowy, ale pastelowe, haftowane m.in. złotą i srebrną nicią zdobienia mają ten zwyczajny arrasom i ich kolorystyce przymglony czar. Kilkakrotnie powtarzane rogi obfitości, z których wysypują się kwiaty, stylizowane osty, kwiaty peonii z pąkami... Poszczególne elementy zdobnicze można podziwiać jak osobne, miniaturowe dzieła sztuki. Aż strach dotknąć, by się nie rozsypały, ale pod opuszkami palców autentycznie czuć wieki...

Więc ornat jest! Ksiądz Linarcik już zawiadomił konserwatora Błaszczyka o szczęśliwym znalezisku. Rozmawiano o renowacji szczególnego zabytku w specjalistycznej pracowni konserwatorskiej. Być może będzie to zaczątek rzeczyckiego muzeum, bo najsławniejszy rzeczycanin zasługuje na więcej, niż ma teraz. Pamiątkową tablicę, główną ulicę. Możliwe, że będzie więcej, ale to motyw na inne już opowiadanie.

 

Marek Miziak

Parafia p.w. Św. Katarzyny Aleksandryjskiej w Rzeczycy © 2017.  Wszystkie prawa zastrzeżone.